Start

postheadericon Historia klubu

 

HISTORIA ŻEGLARSTWA W STARACHOWICACH

 

Pierwsze wzmianki o działalności wodniackiej w Starachowicach pochodzą z przed II wojny światowej. Prowadziła je sekcja przysposobienia żeglarskiego przy Lidze Morskiej i Kolonialnej. Członkowie tej sekcji w 1945 roku rozpoczęli działalność wodniacką. Były to trudne lata, w których oprócz zapału brakowało wszystkiego tj. sprzętu, pieniędzy, lokum.

Rok 1957 przyniósł zmiany na lepsze, żeglarstwem zajęli się członkowie XIII-stej Wodnej Drużyny Harcerskiej im. Krzysztofa Arciszewskiego. Działali w niej kolejno: Mieczysław Kowalski, Andrzej Frycz, Roman Mazurkiewicz, Mirosław Szlęzak, dh Makowski.

 

Drużyna prężnie rozwijała się do 1965 roku, kiedy to pożar strawił wraz ze sprzętem przystań nad Stawem.

XIII Drużyna Żeglarska straciła cały swój sprzęt.

Żeglarze jednak nie składają broni, bo już w 1966 roku dochodzi do porozumienia sekcji żeglarskich przy PTTK, ZHP, Klubie Międzyszkolnym, Narodowym BankuPolskim i Zakładzie Topienia Bazaltu.

Jego efektem jest powstanie Klubu „Wodnik” pod patronatem PTTK - Flotylla to: 3 „Piraty”, 4 „Cadety”, 1 „Omega” i motorówka.

Rozpoczęło się szkolenie nowych żeglarzy, zdobywanie patentów i udział w regatach sportowych nawet na szczeblu ogólnopolskim. Warto wspomnieć o udziale w I Spartakiadzie Młodzieży w Poznaniu obecnego wśród nas Ryszarda Maciąga.

Do dynamicznego wzrostu przyczynił się zapał kilku ludzi; między innymi Krzysztofa Prokopowicza, Jacka Łepka, Krzysztofa Śliwy.

Znów kilka lat stagnacji i zastoju po likwidacji lokum na sprzęt.

Po ukończeniu studiów na AGH, w stopniu jachtowego sternika morskiego do Starachowic wraca w 1974 roku Krzysztof Śliwa, który rusza z pracą od podstaw. Co najważniejsze, jako nauczyciel w TM do żeglarstwa wciąga cały szereg młodzieży. Z inicjatywą tą wychodzi, poprzez hufiec, do szkół średnich i podstawowych.

Na przełomie 1974/75 roku powstaje Harcerski Międzyszkolny Klub Żeglarski, którego początki były nadzwyczaj trudne. Należało parać się z wszelakimi problemami organizacyjnymi, kadrowymi, lokalowymi, finansowymi itp.

Rozpoczęto kurs na stopień żeglarza i sternika jachtowego a w wakacje 50-ciu uczniów przebywało na obozie żeglarskim nad Soliną, 15-stu nad Jeziorem Wigry a trzech najaktywniejszych w Klubie wypłynęło na rejs po Zatoce Gdańskiej. Posypały się patenty, przybywało kadry.

Ludzie naszego klubu zawitali na pokład s/y „Zawisza Czarny”- Ryszard Maciąg i s/y”Swarożyc” – 10 osobowa grupa.

 


W 1976 roku klub wykonuje własnymi siłami kadłub jachtu „Plastuś” czyli „Minimum Socjalne”. Krzysztof Śliwa w tymże roku uzyskuje patent Jachtowego Kapitana Żeglugi Bałtyckiej – mamy swojego kapitana!!!. Majątek klubu powiększa się o „Deltę” i Motyla”, które pływały po Mazurach.

Jednocześnie Klub otrzymuje w 1976 roku pomieszczenie na strychu budynku na gromadzenie opału przy ulicy Hutniczej, dobre i to.

Działalność klubu idzie pełną parą.

Starachowice opuszcza w 1978 roku „Ojciec” klubu dh Krzysztof Śliwa a nowym Komandorem Klubu, a jednocześnie Retmanem zostaje Krzysztof Muzyka. Rejsy po Mazurach, Zatoce i Morzu Bałtyckim to coroczna normalka.

Starsi instruktorzy jak Krzysztof Nowak, Marek Świderski, Ryszard Zajączkowski, Marek Filipczak, Marek Staryczenkow i inni, czuwają nad pracami przy sprzęcie, szkolą i pełnią funkcje kapitanów / oficerów w rejsach zatokowych i morskich.

Sezon 79/80 to również zmiana komandora klubu, którym zostaje Jan Minda.

Rok 1980 znów wyprowadzka do kolejnego pomieszczenia po kotłowni na Szlakowisku.

Pływania po Zatoce Gdańskiej Nefrytem pod wodzą Rysia Zajączkowskiego z załogą czterech wilków morskich: Darek Świderski, Tomek Pocheć, Tomek Jabłoński i Zbyszek Syst, to nagroda za pracę w martwym sezonie.

Na Wielkich Jeziorach Mazurskich pływają; nasza Omega i Delta, które w pierwszy dzień były łódkami podwodnymi, a potem tylko kilka wiader wody na godzinę i wszystko O.K. 

Jesienią po harówie i wykonanych porządkach w byłej kotłowni, po demontażu ciężkich pieców „radosna” dla nas od władz miasta wiadomość. Pomieszczenie dostaje nowy użytkownik. Nie pomogły odwołania o włożonej pracy społecznej itd..

Mamy dostać hangar przy Harcerskiej należący do Hufca ZHP, a chwilowo garaż przy ul. Krywki /garaż byłej komendy MO/. Znów praca nie wiadomo na jak długo i dla kogo?.

Aspiracje i ich realizacja.

Wśród fanów żeglarstwa i jego sympatyków zrodziła się idea budowy pełnomorskiego jachtu. W 1972 w roku powstaje Społeczny Komitet Budowy Jachtu, który postawił sobie zadanie zdobycie z dotacji zakładów pracy i instytucji kwotę jednego miliona złotych . Miała ona zapoczątkować budowę stalowego jachtu typu „SCORPIUS -80” w stoczni w Szczecinie. Zapewnione dotacje:

- Zakłady Metalurgiczno Górnicze w Zębcu - 500.000 złotych,

- Wydział Oświaty Urzędu Miasta - 200.000 złotych,

- Hufiec ZHP w Starachowicach - 100.000 złotych.

Niestety, upływały lata, rosły preliminowane koszty budowy jachtu, a pieniędzy na koncie nie przybywało.

 


  

 W 1980 roku było jasne, że jacht nie zostanie zbudowany. Naszym zadaniem stało się szukanie możliwości wykorzystania choć części tych pieniędzy, tym bardziej, że sponsorzy zaczęli je pilnie wycofywać. Narady w Hufcu, wsparcie Solidarności przy FSC i Urzędu Miasta, zezwoliły na podjęcie szybkiej decyzji zakupu dwóch jachtów śródlądowych typu CONRAD-605 w cenie 350 tysięcy złotych, zbudowanych przez stocznię im. J. Conrada Korzeniowskiego w Gdańsku dla odbiorcy, który został również bez kasy. Nie można było zwlekać ani jeden dzień, forsa topniała.

Przywiezione 12 czerwca 1981 roku kabinówki budziły zachwyt i zdumienie nie tylko żeglarzy. To był radosny fakt.

Takiej floty pozazdrościły nam nawet kluby z Kielc.

Wspomniałem o garażu Krzysia Nowaka, który stał się pracownią szkutniczą do wykończenia „Plastka” i umożliwił jego zwodowanie w 1982 roku.

Mieliśmy dwa Conrady 605 –AGAT i ANTARES oraz Plastusia -ARGUSA. Fotki z rejsów.

06 sierpnia 1982 roku naszą radość ze zwiększającej się floty zburzył pożar przystani nad Stawem. Spaleniu w większym lub mniejszym stopniu uległy trzy Cadety, Motyl i Delta. Ilość jachtów zmalała do czterech, trzy wcześniej wymienione kabinówki, plus mocno zniszczona Omega otrzymana z FSC.

Na nieszczęście naszego środowiska historia z 1965 roku powtórzyła się.

Jesienią 1982 roku idą zadawalająco prace przy budowie dwumasztowego klubowego jachtu szkoleniowego „Mały Trener”. Trwa odbudowa tego co się da po pożarze; jednego Cadeta, Motyla i Omegi. Dostajemy, kto wie na jak długo pomieszczenie klubowe w piwnicach przy ul. Krywki.

 

Grono instruktorów powiększa się o grupę pracowników MPK, a wśród nich Józek Minda, Waldek Słomiński, Edek Płachciński i inni. Dorastają i młodsi Darek Świderski, Tomek Pocheć, Tomek Jabłoński, Rysiu Śliwa, przychodzi Mirek Sowa i wielu innych, o których już nie dziś.

Pomocą dla klubu zawsze służył Jurek Krawiec, a w szczególności w zakresie transportu łodzi na Mazury i nie tylko, jak również przychylny nam był Włodzimierz Werys.

 

Sezon roku 1983 to obóz stacjonarny w Jorze nad Tałtami zorganizowany wspólnie z HKŻ z Ostrowca Świętokrzyskiego. Codzienne szkolenie praktyczne i teoretyczne - 14 osób zdobywa patenty. Był też powrót Gigami na Zalew Zegrzyński.

W 1984 roku „Trener” jest zbudowany. To było olbrzymie przedsięwzięcie, a raczej „załatwiactwo” co się da i gdzie się da: sklejki, stali nierdzewnej, żagli masztów i bomów, odlewów dulek, windy miecza itp., a brała w tym udział niewielka grupa osób. Krzysiu Nowak nie wychodził prawie z garażu. Gazeta „Budujemy Samochody” słusznie nazywa to dziełem życia dha Nowaka.

 


 

tekst na podstawie kronik opracował JAN MINDA

 

 

Ta strona używa Cookie. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. .

Zakceptuj cookies.

EU Cookie Directive Module Information